[:pl]*** U stóp wulkanu odsłoniętego w magicznych oparach jeziora

/ tekst: Dominika Zaręba

Trzy majestatyczne wulkany Atitlán, Tolimán i San Pedro strzegą wielkiego jak morze jeziora Majów. Atitlán, nazwa magiczna dla mieszkańców i dla przybyszów. Miejsce jakby prosto z opowieści-snów, poematów spisanych przez latynoamerykańskich powieściopisarzy. Niebo, wulkany, ręcznie tkane stroje Indian odbijają się w tafli błękitnego i przejrzystego jeziora. Takiego błękitu się nie zapomina. Powietrze jest rześkie i czyste. Słońce prześwituje przez kłębiaste chmury i wtedy robi się naprawdę gorąco i jeszcze bardziej kolorowo. Zastanawiam się czy to od słońca czy to od piękna uderzającego mnie z każdego zakamarka tej krainy jest mi tak ciepło i przyjemnie. Mogłabym tu spędzić wiele miesięcy, a może i lat – wzdycham do siebie i macham na powitanie Marielenie, małej Indiance z plemienia Tzutujil, które zamieszkuje podnóża wulkanu San Pedro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podróż dwuwymiarowa

Gwatemala? Gdzie ja zamierzam tułać się z dzieckiem?…Może rzeczywiście to nie był najlepszy pomysł? – wątpliwości dręczą mnie do ostatniego dnia wyjazdu. Mała Jagódka licząca sobie niecałe dwa lata pomaga mi pakować zabawki do plecaka, nie domyślając się, gdzie będziemy za 24 godziny. Zmartwienia opuszczają mnie, gdy tylko docieramy nad jezioro Atitlán.

Spokój tego zakątka udziela nam się od razu. Wiem, że będziemy szczęśliwe przez kilka tygodni naszej podróży przez Ziemię Majów. Jest to podróż dwuwymiarowa, oczami matki i córki. Dla mnie to powrót do miejsca, w którym po raz pierwszy byłam ponad dekadę temu. Odkrywam Gwatemalę na nowo oczami córki. Małe dziecko potrafi patrzeć i przeżywać otaczający świat w entuzjastyczny i oryginalny sposób. Uczy mnie dostrzegać szczegóły, detale, które często są już niezauważalne albo pozornie nie mają znaczenia dla dorosłej osoby. Ptak buszujący w gałęziach drzew kawowych, rudy kot polujący wśród zielonych pól kukurydzy, dzieci puszczające kolorowe latawce na schodach białego kolonialnego kościoła… Podążając za wzrokiem dziecka zaczynam zdawać sobie sprawę, że magia Gwatemali ukryta jest właśnie w tych detalach i kolorach.

Czytanie symboliki Ziemi Majów zaczyna się od małego wzoru tkanego na tradycyjnej spódnicy Indianki (corte) albo pasie (faja). – Kolor i wzory bluzki symbolizują cztery kolory kukurydzy – biały, żółty, czerwony i czarny – opowiada Cecilia z wioski San Pedro la Laguna. – Ale to nie jedyne znaczenie kolorów. Biały symbolizuje także świt, czerwony – ogień, niebieski – wodę, zielony – lasy, czarny – noc, żółty – kukurydzę – wymienia.

Każdy kształt i kolor ma tu swoją symbolikę, której znaczenia można doszukać się w świętej księdze Majów – Popol Vuh. Magicznej epopei, która od wieków wyznacza rytm życia i kalendarz Indian.

036

Jezioro – morze
… za sprawą Stwórcy, Twórcy,
matki-ojca życia gatunku ludzkiego,
dawcy oddechu, dawcy serca,
posiadacza, wychowawcy w świetle, które trwa,
tych zrodzonych w świetle, spłodzonych w świetle;
zatroskanego, wiedzącego wszystko, cokolwiek to jest:
nieba-ziemi, jeziora-morza.
(tłum. Izabela Szybilska)

Tak o stworzeniu świata opowiada Popol Vuh – opowieść o początkach życia, kiedy to z ciemności rodzi się światło. Jezioro Atitlán jest dla Majów jednym z czterech świętych jezior, które wyznaczają cztery strony ich świata. Położone na wysokości 1560 m n.p.m. i otoczone wulkanami sięgającymi ponad 3000 m, jest także uznawane za jedno z najpiękniejszych jezior świata. Magia tego miejsca związana jest z wybuchową mieszanką krajobrazu, przyrody i dziedzictwa kulturowego potomków Majów. Według jednej z kilku miejscowych opowieści jezioro powstało w zagłębieniu dawnego krateru. Inna wersja przyjmuje, że wybuch kilku wulkanów po stronie południowej spowodował zmianę biegu trzech rzek na północy, które dały początek jezioru Atitlán.

Na zboczach wulkanów Indianie uprawiają kawę, kukurydzę, fasolę i awokado. „Ludzie z Kwitnącego Kraju” mieszkają u stóp wulkanu „odsłoniętego w magicznych oparach jeziora”. Tak o miejscowych Indianach pisze w jednej ze swoich legend Miguel Ángel Astúrias, gwatemalski laureat literackiej nagrody Nobla, latynoamerykański surrealista. Myślę sobie, że w takim miejscu mogła powstać niejedna opowieść z gatunku realizmu magicznego. Opowieść – sen – poemat tak charakterystyczna dla literatury latynoamerykańskiej, historia odwołująca się do mitologii, wierzeń i symboliki rdzennych mieszkańców Ameryki Łacińskiej.

014

Kolory Indian

Wsie otaczające jezioro zamieszkują dwie grupy Indian – Kaqchickel i Tzutujil, każda porozumiewa się w swoim własnym języku (wywodzą się ze wspólnego języka protomaya), ubiera w stroje o różnych kolorach i ornamentach. Nawet wioski zamieszkane przez Indian z tej samej grupy etnicznej faworyzują inne kolory i wzory. Indianki Tzutujil z San Pedro upodobały sobie różne odcienie zieleni i błękitu. W pobliskim pueblo Santiago w dzień targowy ulice mienią się we wszystkich możliwych odcieniach fioletu i amarantu. Kupuję Jagodzie strój z San Pedro la Laguna. Teraz wszyscy wołają na nią „Sanpedranita”.

– Błękitnooka ślicznotka – przyznają wszystkie miejscowe mamy, gdyż widok dziecka o niebieskich oczach należy tu do rzadkości. Indianki robią nam zdjęcia aparatami w telefonach komórkowych. Jesteśmy dla siebie nawzajem egzotyczne. Ja zachwycam się ich śniadą cerą, pięknymi ciemnymi oczami i prostymi kruczoczarnymi, gęstymi włosami, w które od święta wplatają kolorowe opaski zwane cinta.

Ponad połowa mieszkańców Gwatemali to Indianie. Pod tym względem w Ameryce Łacińskiej tylko Boliwia wyprzedza Gwatemalę. W tym górzystym, zielonym kraju mieszka ponad 20 różnych grup etnicznych o egzotycznych nazwach – Quiche, Mam, Kaqchikel, Queqchi, Tzutujil… Wszyscy Indianie są dwujęzyczni, w domu czy na ulicy mówią w języku Majów, ale bardzo płynnie przechodzą nagle ni stąd ni zowąd na hiszpański, wyuczony w szkole. „Nie zdają sobie sprawy jakimi są szczęściarzami – tylu rodziców marzy o tym, żeby ich dzieci mówiły w dwóch językach!” – myślę sobie i spoglądam na Jagodę. Razem z Marie liczy banany w koszyku, które Cecylia przywiozła rano z targu. – Ocho, nueve y… – wylicza Marie. – Diez! – woła mała Sanpedranita.

112

Drzewa oddychające tchnieniem ludzi

Istnieje wiara, iż drzewa oddychają tchnieniem ludzi zamieszkujących pogrzebane miasta, i dlatego, zgodnie z legendą i powszechnym zwyczajem, w ich cieniu szukają pomocy ci, którym przyszło podejmować niełatwe decyzje; zakochani znajdują pocieszenie, zagubieni wędrowcy drogę, a poeci natchnienie. [M.A.Asturias]

Dla mnie Atitlán to także kraina drzew. Sady kawowców porastają strome brzegi jeziora i zbocza wulkanów. Łagodny aromat kawy wkrada się do każdego zakamarka ulic i ogrodów. Szkoda, że nie można zapamiętać, zapisać tego zapachu ziaren dojrzewających w podrównikowym słońcu na wulkanicznej ziemi. – Czy dajesz już Jagodzie kawę? – pytają mnie właścicielki maleńkiej kawiarni nad brzegiem jeziora. Tutaj w San Pedro dzieciom od szóstego miesiąca podaje się do picia kawę zmieszaną z mlekiem. – Kawa to dla nas podstawowy, codzienny napój, daje energię i wzmacnia – śmieje się młodziutka sprzedawczyni i pakuje ziarna kawy do wzorzystego woreczka z ręcznie tkanego materiału. Takie upominki sprzedaje się tu turystom.

Wulkaniczna gleba, deszcze tropikalne, wilgotność powietrza, wysokość i temperatura są tu tak zróżnicowane, że w Gwatemali produkuje się siedem różnych rodzajów kawy z gatunku arabika. Atitlán jest jednym z najważniejszych regionów produkcji kawy. Podobno najlepsza uprawiana jest na wysokościach powyżej tysiąca metrów n.p.m., gdzie sporo jest słońca i deszczu. – Aż 95 procent naszej kawy pochodzi z niewielkich, 12 hektarowych plantacji – opowiada mi Eligio pracujący w szkole hiszpańskiego. Rolnicy z San Pedro, tak jak ich dziadkowie uprawiają kawę tradycyjnymi metodami, bez wykorzystywania nawozów sztucznych. Ziarna suszą na słońcu, którego u nas nie brakuje – uśmiecha się pochłaniając kolejny łyk porannej kawy. Ile filiżanek można wypić dziennie? Mieszkając w San Pedro przekonuję się, że pięć, sześć to tutejsza norma. Można się uzależnić, ale Indianie parzą kawę bardzo słabą, delikatną – pocieszam się spoglądając na wielki dzbanek, który niesie do szkoły Ingrid. Spoglądam na rosnące w ogrodzie drzewo kawowe i wczytuję się w „Legendy gwatemalskie” Asturiasa: Tchnienie drzew oddala góry, gdzie droga faluje jak pasmo dymu.

115

Konfrontacja piękna i smutku

…tak głęboki rezonans posiada w uśpionym krajobrazie liść spadający albo ptak, co swym śpiewem budzi w duszy Straszydło ze Snów. [M.A.Asturias]

Piękna kraina snuje także wiele swoich smutnych opowieści. Dumni Indianie nie chcą opowiadać o niedawnych czasach wojny domowej, poniżania ze strony rządzącej przez 36 lat junty wojskowej i pustoszących wioski szwadronach śmierci. Od czasów pierwszych wolnych wyborów prezydenckich w 1995 roku w Gwatemali bardzo powoli rodzi się demokracja, kraj próbuje podnieść się z okresu zapaści i przemocy.

– Problemem są wielkie różnice społeczne pomiędzy garstką bogatych rodzin, potomków hiszpańskich konkwistadorów Ladinos rządzących gospodarką, a biedną indiańską prowincją – opowiada Nicolas Juarez Mendoza, nauczyciel hiszpańskiego i salsy, Indianin Tzutujil. – W Gwatemali wciąż panuje korupcja na szczytach władzy, przestępczość, trwają wojny mafii i przemyt narkotyków – wylicza Nico. Czasem trudno zrozumieć, dlaczego po tak wielu latach cierpienia i poniżania, miejscowi ludzie dalej głosują na byłych wojskowych albo polityków powiązanych z dawnymi oprawcami. Indianie potrafią popierać na przykład ludzi z otoczenia dawnego generała Rios’a Montt’a, odpowiedzialnego za największe zbrodnie wojenne, tortury i „zniknięcia” tysięcy Gwatemalczyków, głównie potomków Majów…

Rozmawiamy z Nico o polityce, literaturze latynoamerykańskiej i wierze w magię. – Czy wiesz, że każdy Indianin ma swojego ducha opiekuńczego, zwanego nahual – opowiada Nico.

Nahual, który przybiera zawsze postać zwierzęcia, uosabia największy dar człowieka, talent dany mu od bogów, jest też naszą życiową energią i elementem łączącym nas z przyrodą. Nahual może przybrać np. postać jaguara, wilka, zająca, orła, sowy, papugi, kolibra, tukana, delfina, małpy, pszczoły… Nico nie chce zdradzić, jaki jest jego nahual. Chciałby kiedyś pracować jako dziennikarz radiowy. Ten dwudziestotrzyletni Indianin, oprócz języka Majów i hiszpańskiego, dobrze porozumiewa się po francusku i angielsku. Marzy o podróżach, zjeździł swój kraj wzdłuż i wszerz, ale nigdy jeszcze nie był za granicą.

– Dla mnie, mieszkańca San Pedro podróże pozostaną na zawsze tylko w sferze marzeń – wzdycha, patrząc na mapę Ameryki rozłożoną na stole. Kiedy tak mówi, powiększa się między nami ta wielka bariera, smutna różnica pomiędzy ludźmi z krajów o odmiennej sytuacji gospodarczej i społecznej, innej historii.

Opowiadam Nico o pół wieku komunizmu w Polsce, żeby trochę zmniejszyć tę barierę. Mam jakieś dziwne przeczucie i nadzieję, że tacy ludzie jak Nico albo mała Marielena pewnego dnia ruszą w świat gnani żądzą poznania i odkrywania. Tak jak Herodot Kapuścińskiego z zapałem i zachwytem dziecka poznawał swoje światy.

Tymczasem Jagoda z Marieleną biegną zobaczyć jak chłopcy montują kolejny kolorowy latawiec i szykują się do oddania go opiekuńczym skrzydłom wiatru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

tekst i zdjęcia: Dominika Zaręba

***

Szkoła języka hiszpańskiego – San Pedro Spanish School: https://www.facebook.com/SanPedroSpanishSchool/

San Pedro la Laguna – wioska ekologiczna: https://www.youtube.com/watch?v=HF8GL0BKq9M

Cytaty zaczerpnięto z:
Miguel Ángel Astúrias, „Legendy gwatemalskie”, tłum. Joanna Petry-Mroczkowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979.
Denis Tedlock, „Popol Vuh. Księga Majów”, Wyd. Helion, Gliwice 2007.[:en]

*** At the foot of the volcanoes (Guatemala)

/ text: Dominika Zareba

Three majestic volcanos: Atitlán, Tolimán and San Pedro guard Atitlán – a Mayan lake as large as a sea. Atitlán, a name that’s fascinating to locals and visitors alike. A place taken straight from the magic realism prose and poetry that is associated with contemporary Latin American literature. The sky, the volcanos, handwoven Indian costumes – they all reflect in the lake’s blue and transparent waters. Such a blue color is not something you can just forget. The air is fresh and clear. The sun shines through the billowing clouds and all at once it begins to get really warm and even more colorful. I wonder what it is that makes me feel so warm and pleasant inside – is it the sunshine or the beauty that I encounter in every single corner of this land. I could spend many months here, maybe even years – I sigh to myself and wave hello to Marielena, a small member of the Tzutujil community, who inhabits the bottom of the San Pedro volcano.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Two-dimensional journey

Guatemala? What am I getting myself and my child into? … Maybe this isn’t such a good idea after all? … these doubts linger on right up until the day of departure. Little Jagódka whose almost 2 years old helps me to pack her toys into the backpack, not in the least aware where we’re going to be in 24 hours. My worries disappear only when we get to Lake Atitlán.

The tranquility of this place hits us right away. I know that we’re going to have a good time traveling over the next few weeks across the Land of the Mayas. This is a journey in two dimensions, through the eyes of the mother and her daughter. To me it’s a return to a place I first visited over a decade ago. I’m re-discovering Guatemala through my daughter’s eyes. A little child can see and experience the surrounding world in a way that is at once enthusiastic and original. She teaches me to pick out details and specifics, which often are already impossible to notice or seemingly aren’t significant to a grown-up. A bird hopping around in the branches of coffee plants, a ruddy cat hunting in the green cornfields, children flying colored kites on the steps of a white, colonial-era church … As I follow my child’s gaze I begin to realize that the magic of Guatemala is hidden in these details and colors.

Reading the symbolism of the Land of the Mayas begins with a small pattern woven onto a traditional indigenous skirt (corte) or belt (faja). – The colors and patterns on the blouse represent the four colors of a corn ear – white, yellow, red and black – explains Cecilia from the village of San Pedro la Laguna. – But this isn’t the only meaning of these colors. White stands for sunrise, red means fire, blue represents water, green symbolizes forests, black relates to night, yellow refers to corn – she details.

Every shape and color has its own symbolism, the significance of which can be found in the Popol Vuh – the holy book of the Mayas. An amazing epic which for centuries has defined the rhythm of life and calendar of the indigenous peoples.

036

Lake – sea

… by the Creator, the Maker,

the mother-father of life of the human species

the giver of breath, the giver of heart,

the owner, the mentor in the light, which continues on,

of those who were born in the light, borne of the light;

concerned, all-knowing, whatever it is:

sky-earth,lake-sea.

This is how the Popol Vuh tells the story of the creation – a story of the beginnings of life, when light is born out of the darkness. Lake Atitlán for the Mayas is one of 4 holy lakes, which represent the four corners of their world. Located at an altitude of 1560 m a.s.l and surrounded by volcanoes reaching more than 3000 m, it is considered one of the most beautiful lakes in the world. The magic of this place is connected to the amazing mix of landscape, nature and cultural heritage of the descendants of the Mayas. According to one local story, the lake was formed in the space left after an extinct crater. According to another version, the explosion of several volcanoes in the south changed the course of three rivers in the north, which initiated the formation of Lake Atitlán.

On the slopes of the volcanoes, the natives grow coffee, maize, beans and avocado. “The People of the Blooming Land” live at the base of the volcano “set against the magic mists of the lake”. This is how Miguel Ángel Astúrias, Guatemalan surrealist author and Nobel laureate writes in one of his legends about the locals. It is not difficult to imagine that many a work of literature in the magical realist tradition could be written in such a place as this. The story – dream – poem – which is so characteristic of Latin American literature, a story that draws on the mythology, belief, use of symbols of the native peoples of Latin America.

014

The colors of the Mayas

The villages surrounding the lake are inhabited by two groups of indigenous Maya peoples: the Kaqchikel and the Tzutujil, each of whom communicates in their own language (they both derive from a common proto-Mayan language), and wears garments with differing colors and ornaments. Even villages occupied by the same ethnic group differ in color and pattern preferences. Tzutujil women from San Pedro have a penchant for various hues of green and blue. In the nearby village of Santiago, on market day the streets are full of a great many shades of violet and amaranth. I buy Jagoda a dress from San Pedro la Laguna. From now on people here will call her „Sanpedranita”.
– Blue-eyed beauty – all local moms are quick to admit, because a child with blue eyes is a rare sight in these parts. The Maya women snap photos of us with their cell phones. We are exotic to one another. I admire their swarthy skin, beautiful dark eyes and straight, raven-black, thick hair, which they wrap in colored ribbons called cinta.

More than half the population of Guatemala are of Amerindian ancestry. In this respect, in Latin America only Bolivia has a larger percentage of indigenous peoples. In this mountainous, green land live more than 20 different ethnic groups with exotic names such as Quiche, Mam, Kaqchikel, Queqchi, Tzutujil… All the indigenous inhabitants are bilingual, at home and on the street they speak the language of the Mayas, but can out of nowhere smoothly switch over to Spanish, which they learned in school. „They don’t realize how lucky they are – so many parents dream that their children speak two languages!”– I think to myself and look over at Jagoda. Together with Maria she is counting the bananas in the basket, which Cecilia brought with her today from the market.. – Ocho, nueve y… – Marie counts. – Diez! – shouts the litte Sanpedranita.

112

The trees that breathe the breath of the people

There exists the belief that the trees breathe the breath of the people that inhabit the buried cities, and that’s why in keeping with the legend and tradition, those who have to take difficult decisions seek help in their shade; the lovers find comfort, lost travelers find their way and poets find inspiration. [M.A.Asturias]

For me Atitlán is also the land of trees. Coffee plant orchards grow on the steep banks of the lake and the slopes of the volcanoes. The gentle aroma of coffee permeates every nook and cranny in the villages and gardens. It’s a shame that you can’t remember or record the smell of coffee seeds maturing in the equatorial sun on volcanic soil. – Do you give coffee to Jagoda already? – the owners of a small café on the lakeside ask me. Here in San Pedro, kids starting when they’re 6 months old drink coffee mixed with milk.– Coffee is a staple, everyday drink for us, it’s a source of energy and it makes you stronger – young women laughs and packs coffee beans into a hand-woven embroidered bag. These are the types of souvenirs sold here to tourists.

Volcanic soil, tropical forests, the humid air, the altitude and the temperature are so varied here, that Guatemala produces seven different types of Arabic coffee. Supposedly the finest coffee is grown at altitudes higher than 1000 meters, where there is plenty of sun and rain. – As much as 95% of our coffee comes from small, 12 ha plantations – Eligio, who works in the San Pedro Spanish School tells me. – Farmers in San Pedro, just as their grandparents, cultivate coffee using traditional methods, without applying artificial fertilizer. The beans dry up in the sun, which we have no shortage of – he smiles, taking another big gulp of his morning coffee. How many cups of coffee a day can you drink? During my stay in San Pedro, I figure out that the norm here is 5 to 6. You can get addicted, but the native populations brews a weak, delicate version of coffee – I console myself and glance over at the huge jug, which Ingrid is carrying with her from school. I look over to the coffee tree growing in the garden and immerse myself in Asturias’ „Guatemalan legends”: The breath of trees pushes off the mountains, where the road undulates like a band of smoke.

115

Confrontation of beauty and sadness

…such a deep resonance has in this sleeping landscape a falling leaf, or a bird, whose song awakens in the soul the Specter from Dreams [M.A.Asturias]

This beautiful land also holds within it many sad stories. The proud Mayas don’t want to talk about the recent times of the civil war, the humiliation they suffered at the hands of the military junta which ruled the country for 36 years, and the death squads sowing terror in the villages. From the time of the first free presidential elections in 1995, Guatemala is very slowly moving along on the path to democracy, trying to leave behind the period of decline and violence.
– Big social disparities between a handful of rich families, descendants of the Spanish conquistadores, Ladinos who rule the economy, and the impoverished indigenous province – says Nicolas Juarez Mendoza, a Spanish and salsa teacher, himself of Tzutujil Maya stock. – In Guatemala, corruption continues to be commonplace at the pinnacles of power, along with crime, mafia wars and drug trafficking – Nico lists. Sometimes it’s hard to fathom, why after so many years of suffering and humiliation, Guatemalans continue to vote for former military officials or politicians with clear connections to the old regime. The indigenous peoples for example are able to put their support behind people from the circle of the former general Rios Montt, who is responsible for the greatest war crimes, torture and ‘disappearances’ of thousands of Guatemalans, primarily descendants of the Mayas…

We talk with Nico about politics, Latin American literature and belief in magic. – Did you know that every indigenous Guatemalan has his own guardian spirit, called a nahual – says Nico.

Nahual, which always takes on the form of an animal, personifies the greatest gift of humanity, a God-given talent, and is also our life energy and an element which binds and connects us to nature. Nahual can take on the form of e.g. a jaguar, wolf, hare, eagle, owl, parrot, hummingbird, toucan, dolphin, monkey, bee etc. Nico doesn’t want to say what his nahual is. He wants to one day become a radio journalist. This 23-year old native Guatemalan, apart from his native Mayan language and Spanish, also is conversant in French and English. He dreams of traveling, he has criss-crossed Guatemala, but he’s never been abroad.

– For me, a resident of San Pedro, journeys will remain forever something in the realm of dreams – he sighs, looking down at a map of America spread out on the table. When he talks in this way, the large barrier between us, that sad divide between peoples from countries with contrasting economic and social conditions, grows even larger.

I tell Nico about a half-century of Communism in Poland, to try to narrow this divide. I have a funny feeling and hope that people like Nico or Marielena will one day set out into the world, driven by a strong desire to learn and discover. Just as Herodotus portrayed by renowned Polish essayist Ryszard Kapuściński discovered his worlds with the enthusiasm and delight that only a child has.

Meanwhile, Jagoda and Marielena have ran off to watch some boys who are constructing yet another colored kite and making preparations to release it to the wind’s care.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

text and photos: Dominika Zaręba

***

San Pedro Spanish School:

https://www.facebook.com/SanPedroSpanishSchool/

Quotations freely translated into English from Polish translations available in:

Miguel Ángel Astúrias, „Legends of Guatemala”, trans. Joanna Petry-Mroczkowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979.

Denis Tedlock, „Popol vuh: the definitive edition of the Maya book of the dawn of life and the glories of gods and kings”, Wyd. Helion, Gliwice 2007.

***

[:]